Bawiłyśmy się w chowanego, ja schowałam się w szafie, siedziałam po cichu, Zuzia chodziła i szukała mnie, wołała
-gdzie się schowała mamusia, gdzie jest?
-może tu ?
-a może tu?
Zaglądała wszędzie.
Chodziła i chodziła, ja się nie ruszałam, po dłuższej chwili zaczęła się bać, i zaczęła wołać, gdzie jesteś mamusiu, gdzie?
Ja w tedy wyskoczyłam z szafy głośno krzycząc a a a a mam cię, i zaczęłam się śmiać, Zuza się tak wystraszyła że zaczęła płakać wręcz się zaniosła, boże jak ja głupia jestem, przepraszam kochanie, przepraszam, mamusia cię kocha, nie chciałam, nie bój się, już nigdy tak nie zrobię, pokiwała główką i przytuliła się do mnie.
Maciej przyszedł z pracy, był trzeźwy nie zawsze pił, podałam obiad, opowiadał mi jak było w pracy, co robił, ja opowiadałam mu co zrobiłam dziecku, uśmiał się i powiedział, stara ty masz nie równo pod sufitem, tak wystraszyć dziecko.
Poszłam myć naczynia po obiedzie, posprzątać mieszkanie, przy dziecku wiecznie jest bałagan, zawsze robiłam to sama, Maciej mi nie pomagał nigdy, nieraz go prosiłam żeby posprzątał i mi pomógł, ale zawsze powtarzał że to moja działka, owszem była moja jak nie pracowałam, odpowiadałam, ale teraz już nie, nie będę tego robić sama, może byś mi pomógł!
Tak, tak, dasz radę mówił.
Wierze w ciebie, śmiał się, denerwowało mnie to.
Razem tu mieszkamy i razem mamy to robić!
Nadal robiłam to sama.
Oczywiście jego mama zawsze sama wszystko robiła, tata tylko pracował.
Więc z domu nic nie wyniósł, Maciej tez nic nie robił. pracował, to było coś.
Zuzia brała dalej zastrzyki, bardzo płakała za każdym razem, było mi tak ciężko, płakałam razem z nią zawsze, przytulałam, mówiłam że jeszcze tylko troszkę i już będzie dobrze, że mamusia tu będzie.
Pupę miała już całą siną, zostało koło czterdziestu zastrzyków, prosiła mnie, mamusiu ja już nie chce, proszę już nie dawaj mi więcej, przytuliła się do mnie, proszę mamusiu, proszę, płakała.
Boże serce mi się kroiło na części, pokazałam jej półkę w lodówce i powiedziałam przez łzy jeszcze tylko tyle kochanie.
Sama byłam przerażona tym widokiem!
Ona tylko pokiwała głową, zapytała, i to koniec? tak skarbie, tak, odpowiadałam.
Patrzysz na własne dziecko i nie możesz nic zrobić, a tak byś chciała zabrać ten ból, i znowu te same myśli,
-dlaczego?
-dlaczego to moje dziecko spotkało?!
-dlaczego moje dziecko musi tak cierpieć?
Zadzwoniłam do naszego lekarza prowadzącego i zapytałam
-czy możemy jej zmniejszyć dawkę?
-chociaż o połowę?
bo już nie ma miejsca na pupie, nie bardzo, ale się zgodził.
Dziękuję, panie doktorze, ucieszyłam się.
Zawsze to lepsze, brać dwa zastrzyki tygodniowo a nie cztery albo pięć.
Śmieszne jest to że za bardzo nie pamiętam mojego męża w tym okresie, jedyne co mi się przypomina to sytuacje związane z dzieckiem przy których był Maciej, np. siedzieliśmy kiedyś w barze, to były nasze wyjścia na spacer, piliśmy piwko, mała się bawiła na przedszkolnym placu, patrzyłam na nia cały czas, przyszła do nas, zabierała zabawki jakiemuś dziecku, chciała się pobawić tylko ale ten chłopczyk płakał i nie chciał jej dać.
Poszłam do domu, po jej zabawki i przyniosłam ale małej nie było już przy Maćku, zapytałam
Poszłam do domu, po jej zabawki i przyniosłam ale małej nie było już przy Maćku, zapytałam
-gdzie jest Zuza?! no w środku odpowiedział, poszłam do baru, nie było jej tam, zaczęłam się denerwować, strach mnie ogarniał, zapytałam głośniej
-gdzie jest Zuza!? poszłam tylko po zabawki, a ty nie potrafisz upilnować dziecka !? zaczęłam krzyczeć, miałam łzy w oczach, mój wzrok szukał Zuzy.
Nie ma jej tu? zapytał zupełnie bez emocji.
Przecież nie uciekła, znajdzie się.
Przecież nie uciekła, znajdzie się.
Nie nie ma wykrzyczałam!
Jeden pan, zapytał.
-szuka pani dziewczynki w takiej czerwonej spódniczce w kropki?
Tak, tak w białej bluzeczce, widział ją pan?
Tak, poszła z taka panią z wózkiem, w tamtym kierunku, popatrzyłam wtedy na Maćka tak że jak by wzrok mógł zabijać to by już nie żył i pobiegłam.
Jest, stoi przylepiona do wózka, biegłam i wołałam, tak się ucieszyłam ze jej nic nie jest, kobieta mówiła że mała się chwyciła wózka i szła z nią bo jej się dzidziuś spodobał, ale ona się zatrzymała, bo mała nie chciała się wrócić i czekała na rodziców.
Dziękuję, bardzo pani dziękuję, Zuzia chodź, kochanie tak się mamusia wystraszyła.
Wróciłam do baru, wzięłam zabawki i poszłam do piaskownicy z małą, Maciej został w barze, chyba nie wiem, wcale mnie to nie interesowało, miałam Zuzę i już było dobrze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz