piątek, 14 marca 2014

Zycie to nie bajka II

Maciej załatwił mi pracę w tym samym hotelu co on.
W sumie był to zajazd z Poczty Polskiej.


Pojechałam na rozmowę kwalifikacyjna,  z Zuza, nie miałam jej gdzie zostawić, Maciej był w pracy, więc ją podrzuciłam na chwilę na restaurację, własnie przechodził tamtędy kierownik , kiedy Zuza zawołała
-stary...
Kierownik  się odezwał, co?
Zaczął się śmiać, nie nie to nie do pana powiedziałam zmieszana, ona tak do taty mówi.
-mówiła tak, bo my się do siebie tak zwracaliśmy.
Człowiek ten wydawał się całkiem sympatyczny, przynajmniej na tą chwilę.
Był po pięćdziesiątce, szpakowaty dosyć postawny, znaki szczególne to brwi, wielkie, krzaczaste, siwe i haczyły mu o rzęsy. Okropieństwo.

Zaproponował mi pracę na stanowisku pokojowej, na trzy czwarte etatu, oczywiście zgodziłam się chętnie, chciałam pracować, w końcu będę miała swoje pieniądze,  Zuzia chodziła już do przedszkola, jest coraz starsza.
Będzie coraz lepiej, wierzyłam w to.

Umówiłam się z kierownikiem że będę chodzić do pracy na ósmą i do czternastej tak żeby sobie małą zaprowadzić i odebrać  z przedszkola.
Maciej pracował na dwie zmiany, ale oczywiście nie pomyślałam w tedy, że możemy dzielić obowiązki.
Po co przecież ja sama! Mam wszystko pochwytane. Ja nie dam rady?
Noc przed pierwszym dniem w pracy, straszna nie przespana, budziłam się co chwilę, bałam że zaśpię.
Nowe miejsce, ludzie, obawy czy mnie polubią.
Wstałam rano zaprowadziłam Zuzę do przedszkola, i na tramwaj, do pracy jechałam koło godziny, strasznie mi się dłużyło, byłam punktualnie.
Była już jedna pani, pracę się zaczynało o szóstej rano, dzień dobry nazywam się Marysia, cześć Cześka odpowiedziała, byłam skrępowana, chyba było widać, uśmiechnęła się i zaprowadziła mnie na górę, zrobiła mi kawę i rozmawiałyśmy.
Na dziesiąta przyszły jeszcze inne panie, w sumie było nas sześć, wszystkie były starsze co najmniej dziesięć lat, mówiłam do nich na pani, bardzo tego nie lubiły, trochę mi zajęło żeby się przełamać na ty, pokazały mi gdzie co jest, jak się sprząta pokoje, szybko załapałam, przecież ja urodziłam się ze szmatą.
- tekst mojego męża.
Chyba mnie polubiły, wracałam do domu, byłam zadowolona, praca mi się podobała.

Pobiegłam po Zuzę do przedszkola i do domu, w domu Maciej spał, podeszłam i poczułam że jest wypity, zamknęłam duży pokój, powiedziałam Zuzi że tata jest zmęczony i trzeba być cichutko.
Poszłyśmy do niej do pokoju i bawiłyśmy się.
A tak chciałam mu opowiedzieć o pracy, jak było, ale jak ?

Powiedziałam Zuzi że mamusia była w pracy pierwszy dzień, że będę miała pieniążki to sobie gdzieś pojedziemy razem, opowiadałam zawsze, co u mnie się dzieje, rozmawiałam z nią jak z dorosła osoba, mimo tego ze miała tylko cztery latka.
Powtarzałam co dzień że ją bardzo kocham.
Każdą wolną chwilę jej poświęcałam.
Ona mnie zawsze wysłuchała, pogłaskała, przytuliła, zadawała dużo pytań.

Tak, jak moja babcia, zawsze mogłam jej wszytko powiedzieć, kładłam się u babci na łóżku, układałam swoje stopy na jej kolanach, babcia mnie głaskała i opowiadała jak ona miała w dzieciństwie, jak ciężko było , że o kromkę chleba trzeba się było bić, dostawali z rodzeństwem po kromce suchego chleba na kolację i to miało wystarczyć, kiedyś zabrali sobie jedną więcej, tak się cieszyli najedli ale przyszedł tata i tak ich stłukł na kwaśne jabłko, więcej tego nie robili, mama się bała męża, ale broniła dzieci, też dostała, był prawdziwym tyranem.
Wszystko załatwiał przemocą!
Potem powtarzała, szanuj Marysiu to co masz, bo możesz mieć gorzej.

Znałam już parę osób z restauracji, w tym hotelu, pracowali z moim mężem, poznałam ich jak przychodzili z Mackiem do nas do domu w nocy, fajne chłopaki, zawsze oczywiście flaszka na stole bo jak by inaczej, nie widziałam  w tym nic złego, siedzieliśmy, opowieści dziwnej treści.

Przychodził do nas taki kucharz, Grzegorz, tak miał na imię, zawsze mówiłam że to jest druga połowa mojego męża, znali się od zawsze, Maciej załatwił mu też pracę w tym hotelu.
I tak razem żyli, pracowali i pili.

Nie mogła bym mieć takiego męża jak Grzegorz myślałam, on tyle pije, non stop pijany chodzi, nie widziałam że mój mąż tez w sumie cały czas pił!
Zauważyłam że Grzesiek ma problem z alkoholem, ale nie przypięłam tego do własnej rodziny i męża.
Grzegorz zawsze jak był pijany, stawał się agresywny, zjadał mi wszystkie szklanki, za każdym razem, gryzł szkło i połykał, cud że jeszcze żyje, bałam się go, Maciej wręcz przeciwnie, właśnie wtedy potrafił okazać uczucia i był zabawny.
Bawił się z Zuzą, przytulał ją, nie był taki zły.
Może to mnie zmyliło, może nie chciałam tego widzieć.
Porównywałam ich, przecież mój mąż taki nie jest!

Mój mąż, nie był alkoholikiem, przecież on czasem tylko pije.
Wstawał rano do pracy, wracał do domu jadł obiad, czytał gazety, bawił się z Zuza.
Normalna rodzina, wieczorem kładłam małą spać, czytałam jej bajki zawsze na dobranoc, oczywiście zawsze byłam głównym bohaterem każdej historyjki, zmieniałam głosy, śpiewałam jak trzeba było, bardzo to lubiła, nieraz prosiłam Maćka żeby jej poczytał, przychodził po pięciu minutach i mówił ona chce żebyś ty jej czytała, nie starał się, krótka piłka, ble ble...
Próbowałam powoli go uczyć, rzeczy które tak naprawdę wydawały mi się oczywiste, jak rozmowa, przytulanie, kochanie.
Czyli rodzina.

Z seksem było lepiej, wciąż szybki ale gra wstępna już dłuższa, pocałunki bardziej uczuciowe, nazywałam to kulaniem, pytałam przez telefon Maciej pokulamy się dziś?
Oddzwaniał jak wychodził z pracy, zacznij się kulać za niedługo będę, śmiałam się, ale ja tak nie chce, poczekam na ciebie odpowiadałam.
Czego można chcieć więcej?
czy coś było nie tak?
-nie dla mnie i nie w tedy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz