poniedziałek, 3 marca 2014

Jeden rok


Poranek, wstałam pierwsza, mała się obudziła, dzień dobry kochanie, uśmiechnęłam się do niej, przytuliłam, aż chciało się żyć.
Zjadłyśmy śniadanie i podałam jej lekarstwa.


Zajęłam się domowymi obowiązkami, sprzątanie, gotowanie, pranie, nuda codziennie to samo.
Malutka siedziała w łóżeczku, grzecznie się bawiła, była spokojnym dzieckiem.
Zamknęłam drzwi do pokoju gdzie spał Maciej, żeby go nie obudzić, musiał się wyspać.

Później zaczęłam bawić się z córką, Maciej dalej spał.
Wybiło południe,w końcu się obudził, zjadł śniadanie i poszedł do kiosku, kupił sobie gazetę i wrócił do domu usiadł, czytał i oglądał telewizję, ja mówiłam do niego i mówiłam, on tylko kiwał głowa, udawał że mnie słucha, zawsze tak robił.
Chciałam z nim porozmawiać, mała będzie miała roczek, trzeba iść do kościoła i zaprosić gości.
Tak, tak, wiem a co mam robić, odpowiedział.
Nic, w sumie sama wszystko zrobię.
W mojej głowie zrodził się już plan.
-zadzwonię do mamy, to mi pomoże.

Rozmawiałam z mamą, obgadałyśmy wszystko, potem trochę poplotkowałyśmy, pytałam co u nas?
wszystko dobrze mamo, nigdy się nie skarżyłam, bo po co.
To dobrze dziecko, pozdrów Maćka dodała, dziękuje, do zobaczenia mamo i rozłączyłam się.
Ucieszyłam się, zawsze mogłam na nią liczyć, pomagała jak tylko mogła.

Wzięłam małą na spacer i po drodze wstąpiłam do kościoła, załatwiłam wszystko, potem zaprosiłam rodzinę.
Maciej tez się udzielał jak umiał, zaopatrzył nas w alkohol, napoje zimne, mieliśmy już wszystko.

Moi rodzice przyjechali w sobotę, ja z mamą w kuchni, a Maciej z tata sobie pili, dawno się nie widzieli muszą to opić, takie normalne.
Dlaczego mężczyźni jak się spotykają zawsze piją alkohol? bo to takie męskie.
Nie mogą sobie przy kawie pogadać.
Było mi przykro i głupio, chciałam mamie pokazać że my z mężem tak razem wszystko, że mi pomaga, ale jak go poprosiłam o coś, mówił wierze w ciebie, dasz sobie radę.
Odwracałam to w żart i wszyscy się śmiali.
Myślałam, jakie to zabawne!
Nic nie mówiłam i robiłam dalej.

W niedzielę rano przyjechali rodzice Macka z jego młodszą  siostrą.
Ojciec Maćka jak zobaczył Zuzę powiedział.
-ale krowa
Wiem, była dużą dziewczynką, ale żeby od razu tak, poczułam takie ciepło w żołądku  i na twarzy jak bym się zawstydziła, że to ja ją tak upasłam, popatrzyłam na mamę, ale ona jakoś wyszła z tej sytuacji, powiedziała że wcale nie krowa tylko duża dziewczynka, po tatusiu.

Po chwili dojechała  jeszcze moja starsza siostra z mężem, rodzice chrzestni Zuzy.
Znowu cios jak bym dostała w twarz, zdenerwowałam się, jak ich zobaczyłam i znowu to uczucie wstydu, jestem gorsza niż jego rodzina, od Macka rodzina przynajmniej umiała się ubrać stosownie do sytuacji.
Moja siostra ubrana była w polar i dżinsy.
Nigdy nie umiała się ubrać odpowiednio.
Jak ona będzie wyglądać w kościele?

Oczywiście masz jakieś ciuchy na zmianę zapytałam, nie odpowiedziała z uśmiechem na twarzy, to sobie kupiłam, ładne co?
Ładne, odpowiedziałam, ale nie na roczek i do kościoła.

Mamo, zawołałam co ona ma na sobie! Czasu było nie wiele.
W pośpiechu zaczęłam szukać czegoś w swojej szafie, uprasowałam i kazałam jej się przebrać.

Mina Rzepichy mówiła sama za siebie, popatrzyła na mnie ironicznie, myślałam że się zapadnę pod ziemię.
Cała ta sytuacja wyprowadziła mnie z równowagi, poszliśmy do kościoła, usiedliśmy w ławce, okazało się że nie wzięłam świeczki.
Powiedziałam cicho do mamy, zapomniałam świeczki, no to leć, zdążysz jeszcze.
Poprosiłam męża żeby wrócił do domu, powiedziałam mu gdzie jest świeczka.
Chętnie poszedł, wziął ze sobą szwagra.

Nie było ich dobre pół godziny, a do domu mieliśmy raptem dziesięć minut.
Mama zaczęła się denerwować, zaczęła monolog, mogłaś iść sama, już dawno byś była z powrotem.
Nie wysłała bym nigdy chłopa, zawsze trzeba samemu takie rzeczy robić, przynajmniej wiesz że to dobrze zrobisz.

Nic się nie odzywałam, tylko słuchałam i niecierpliwie spoglądałam w stronę drzwi, z nadzieja że się tam pojawią.

Kolejny przykład, dlaczego zawsze sama wszystko robiłam, wyniosłam to z domu, ale ja tak nie
chciałam, kocham moją mamę bardzo, nie chcę powielać jej błędów, może jej było z tym dobrze, ale mnie nie musi.
Jeszcze nie umiem tego zmienić, potrzebowałam opieki, nie umiałam, w sumie to bałam się podjąć samodzielnie jakąś decyzję, zawsze byłam zdana na kogoś, tak myślałam wtedy.
Ja po prostu się słuchałam.

Mamo już są wyszeptałam, spokojnie, zdążyli.

Maciej jesteś w końcu, chciałam unieść głos, ale nie wypadało, była taka cisza w kościele.
Gdzie byliście tak długo!?
W odpowiedzi usłyszałam, a wypiliśmy sobie jeszcze po jednym ze szwagrem, uśmiechną się.
Teraz, przecież wiedziałeś że nie ma czasu, dzięki!
Przecież masz świeczkę, o co ci chodzi. popatrzyłam tylko i obraziłam się.
Jak mała dziewczynka, zawsze się obrażałam kiedy mi ktoś zwrócił uwagę, potrafiłam siedzieć godzinami pod stołem, albo w kącie i nie odzywać się do nikogo.

Od samego początku wszystko było nie tak jak chciałam, jakieś fatum?

Potem Zuza jeszcze strąciła świeczkę i połamała się, jeszcze tego mi brakowało.
Chociaż, widziałam mały postęp u męża, poszedł z nami do kościoła bez oporów, co prawda po alkoholu, ale był.
Nigdy nie było widać po nim że był wypity, oprócz mnie nikt tego nie widział.
Więc żaden problem.
Może sama sobie stwarzałam wyimaginowane problemy?
Trzeba było tak jak wszyscy, śmiać się i bawić.

W domu obiad, bieganina z kuchni do pokoju, z mamą podałyśmy wszystko i w końcu też usiadłyśmy, kawa ciacho, rozmowy.
Zuza zdmuchnęła soją pierwsza świeczkę z tortu.
Tak się cieszyłam, wszyscy bili  jej brawo, śmiała się na głos, nie zapomniane chwile.
Maciej tylko polewał, pijemy za zdrowie mojej córeczki, pili.
Ale przecież wszyscy piją, pomyślałam.
Wiem my kobiety myślimy inaczej.

Impreza się udała, wszyscy byli zadowoleni.
Ale czas jechać do domu, pożegnaliśmy się, Maciej poszedł ich odprowadzić,
ja zostałam z tym całym bałaganem.
Położyłam małą spać, zaczęłam sprzątać.
I znowu sama, ale dam radę, jak zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz