niedziela, 23 lutego 2014

Zycie.

Maciej poszedł do pracy, spakowałam małą i wszystko co mi potrzebne, pojechałam do rodziców, zostawiłam wiadomość.
Mała chciała jechać do babci, nie wiem kiedy wrócimy.
Bez sensu przecież ona miała dopiero trzy miesiące, ale to ja chciałam jechać.


Nie myślałam w tedy czy mu się to podoba czy nie. 
Nie byliśmy normalnym małżeństwem, my po prostu mieszkaliśmy razem, ale każdy żył dla siebie.
O dziwo nie kłóciliśmy się, chyba nie mieliśmy o co?
Nigdy nie czekałam na niego z obiadem, nie skakałam koło niego. Po prostu był.
Nie nieraz mi to przeszkadzało ale nie potrafiliśmy się spotkać
- jak ja miałam przypływ uczuć to Maciej był obojętny i na odwrót.
 Mówiłam ze mamy dwie złote klatki, ja swoja, on swoją, i dziecko.

Zawsze jak jechałam do swojego domu rodzinnego serce mi się uśmiechało, tak się cieszyłam.
Nie była to komfortowa podróż, jechałam tramwajem, pociągiem potem jeszcze autobusem, przesiadki, wózek zapakowany po brzegi, wsiadałam i wysiadałam, najgorzej było w pociągu, ponieważ nasze koleje nie były przyjazne dla wózków, musiałam wyjąc małą, poskładać wózek i jeszcze to wszystko wnieść do przedziału.
Siedzę, jadę, mała zawsze spała w pociągu, za to mi się bardzo dłużyło, ale uśmiechałam  się cały czas, promieniałam po prostu ze szczęścia, do dziś tak mam w sumie.
Chciałam tam być już już...

Wreszcie jestem w domu , Bielsko, tu jest moje miejsce.
Tu czułam się dobrze, chciałam zostać.
Przypomniało mi się, jak potrafiłam w dzień terminu porodu przyjechać do Bielska chciałam tu urodzić.
Upał ledwo się kulałam taka byłam gruba, ale nie był to dla mnie problem, tak  jak teraz.

No i jestem, nie byłam sama wszyscy mi pomagali, mama, tata, moja młodsza siostra Marzena kazała zwracać się do siebie ciociu, wtedy pomagała, miała sześć lat, i bardzo była dumna że jest ciocią.
Babcia powiedziała mi, widzisz Marysieńko masz tego upragnionego dzidziusia.
Pogłaskała mnie po głowie, cieszysz się? zapytała.
Babciu ja jestem szczęśliwa, odpowiedziałam, może nie do końca, ale zawsze to ukrywałam.

Odwiedziłam koleżankę, z którą chodziłyśmy razem w ciąży, miała córkę tak jak ja, a co najśmieszniejsze to, to że ja urodziłam w jej termin porodu a ona w mój, moja córka ma na drugie imię tak jak ona się nazywa, a jej córka tak jak ja mam na imię.
Zbieg okoliczności.
Była szczęśliwa, ma fajnego męża, pomagał jej, robili wszystko razem, nie tak jak my.
Przez chwilę było mi trochę żal, ale ja byłam w Bielsku liczyło się tu i teraz.
Co u Maćka pytali, nic odpowiadałam, przecież nic nie wiedziałam.

Dziewczyny przez trzy lata wychowywały się prawie razem, na ile pozwolił czas i warunki, ja jeździłam do Ani a ona do mnie. Wszystko robiłyśmy razem.

Byłam u rodziców przez dwa tygodnie, nie kontaktowałam się z moim mężem, ani on ze mną.
Tak było dobrze, nie wiem co robił ale nie interesowało mnie to.
Ja byłam tu, chodziłam na spacery z tatą, jak za dziecka, zawsze nas brał na wycieczki, na przykład w góry szliśmy zbierać grzyby, brał kanapki, napoje i cały dzień z tatą, mama w tym czasie gotowała sprzątała, tradycyjny podział ról w rodzinie.

Pewnie dlatego się tak zachowywałam ja i dziecko, Maciej i praca, sama tworzyłam sobie taki dom, w jakim zostałam wychowana.
Jako dziecko nie widziałam w tym nic złego, po prostu tak jest, ale jako dorosła osoba, nie chciałam tak żyć.
Nie umiałam tego jeszcze zmienić.

Uważałam że każdy ma prawo do swojego życia i nie chciałam ingerować na siłę w jego.
Myślałam że jak będę taką żoną, która się nie wtrąca, nie krzyczy, nie nakazuje, nie zakazuje, że to doceni i sam da coś od siebie, jego koledzy mówili, Maciej ale masz fajną zonę.
To było takie miłe, oni mnie lubią. No i Maciej będzie zadowolony.

Nie mieli tak w domu, ich żony się czepiały, robiły awantury, mądre kobiety.
Ja głupiutka obrałam sobie inna drogę, nie koniecznie dobrą dla mnie, ale w tedy o tym nie wiedziałam.
Robiłam to bo chciałam żeby mój mąż był dumny i się nie wstydził przed kolegami, myślałam o nim, nie o sobie.

Ma prawo mieć kolegów, znajomych, zanim poznał mnie, miał swoje życie, nie mogę mu tego zabrać.
Ja tez miałam swoje życie i znajomych tylko że w Bielsku więc kiedy to tylko było możliwe wyjeżdżałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz