poniedziałek, 24 lutego 2014

Zycie II



Ja bestia, pogarszała się moja samoocena.
Jako kobieta czułam że wypadłam krowie spod ogona.


Coraz bardziej zamykałam się w sobie, miałam  problemy z nawiązywaniem nowych znajomości, przez to czułam się gorsza od innych, bałam się odezwać pierwsza, przecież się zbłaźnię.
Byłam małą, niepozorną istotką, która cały swój czas poświęcała dziecku.
Miały, dni, miesiące.
Pora obiadowa, karmiłam Paulinkę łyżeczką i wtedy usłyszałam stuk , to był ząbek.
Zaczęłam zaglądać jej do buzi, czy jest więcej, był tylko jeden, taki malutki ledwo go było widać, tak się cieszyłam , zaraz zbiegłam do budki telefonicznej , niestety jeszcze nie mieliśmy telefonu.
Dopiero czekaliśmy na założenie stacjonarnego.

Dzwoniłam do mamy, mamo, mamo, głośno się cieszyłam, mamy pierwszego ząbka!
Super to teraz, patrzeć tylko jak będą następne, powiedziała.

Czułam taką radość , jak kiedyś jak dostałam wrotki, moje wymarzone takie piękne wrotki, to było takie ciepłe uczucie, wielka radość z małej rzeczy.
Wiem że to tylko ząbek, i że wszystkie dzieci tak maja, naturalna kolej rzeczy, ale nie dla mnie.
Pobiegłam na górę i dalej się cieszyłam, mówiłam do małej masz ząbka, teraz będziesz gryźć.

Przyszedł mój mąż, popatrz, popatrz Paulinka ma ząbka, taki malutki o tu, zobacz.
-to trzeba opić usłyszałam, nie wiem czy wszyscy tak robią?
Może i trzeba pomyślałam.

Do Maćka przyszedł kolega Janusz, również pracował jako kelner, nie wysoki szczupły mężczyzna, w sumie to nie wiem do końca, bo zachowywał się jak gej.
Wyglądał jak chomik, miał okrągłą i zarośniętą twarz, pewnie myślał że nie widać mu pyzatych policzków, ale się mylił.
Dorosły facet a mieszkał jeszcze z mama, kolejny przykład dla mojego męża, robił co chciał.

Pili do wieczora, pewnie za wszystkie zęby od razu.
Siedzieli tak do późna, ja się już położyłam spać z małą, nawet nie wiem kiedy Janusz wyszedł, mój mąż położył się w innym  pokoju.

W nocy mnie obudził straszny ból, żołądek, było mi nie dobrze, naciągało mnie strasznie cierpiałam, trzęsłam się jak osika, zawołałam Maćka, nie słyszał, ciężko mi było się poruszyć, wstać, wołałam głośno, obudziłam małą, zaczęła płakać.
Cichutko dziecko, cichutko wyszeptałam, mamusia tu jest, płakałam z bólu i bezradności.

Obudził się królewicz, co się tak drzesz, jest mi źle, nie dobrze, weź małą, ja nie dam rady!
Zgięta w pół, woziłam ją w wózku.

Weź sobie po trzy fajki naraz zapal!  usłyszałam, był zły że musiał wstać.
Przecież nie palę dużo, tłumaczyłam się, czasem jak mnie taka chandra najdzie.

Żołądek wywracało mi na drugą stronę, non stop konwulsje, nie potrafiłam zwymiotować.
Zimne poty zlewały moje ciało, myślałam że umieram.
Nie wiem czy coś wzięłam, czy nie żeby sobie pomóc, bo od męża za bardzo wsparcia nie dostałam.
Udało mi się zasnąć, rano wstałam, poszłam do kuchni i popatrzyłam do lusterka.
Byłam zmęczona, jezu jak ja wyglądam, popuchnięta nie wyspana, ale było jeszcze coś, co mnie zdziwiło, miałam żółte oczy, patrzyłam i patrzyłam, co mi jest?
Poszłam do sąsiadki, zapukałam i pokazując jej moje oczy zapytałam, czy ja mam żółtaczkę.?
Nie wiem Marysiu, ja się na tym nie znam, najlepiej jak pójdziesz do lekarza.

Czekałam cały dzień aż Maciej wróci z pracy, ale oczywiście przyszedł wypity, jak mam wyjść i zostawić małą, poprosiłam Rzepichę, z łaską ale się zgodziła.

Poszłam na ostry dyżur, było już późno.
No i się dowiedziałam żółtaczka, przyjęcie na oddział do szpitala, ja nie mogę powiedziałam ja mam pół roczną córeczkę, nie mam jej gdzie dać! byłam przerażona, nie wiedziałam co robić.
Musi pani iść do szpitala, ale jak? ja zgłoszę się później, ja muszę dziecko, gdzieś ja muszę, mówiłam półsłówkami.
Zgodzili się ale proszę przyjść to dla pani dobra.
Tak, i pobiegłam w stronę domu, płakałam, biegłam, biegłam, płakałam i tak na zmianę.

Pierwsza budka, dzwonie do mamy, tak ryczałam, że nie potrafiłam wypowiedzieć ani jednego słowa, myśli się biły, w głowie dosłownie armagedon, cała się trzęsłam.
Chciałam coś powiedzieć ale usta mi sztywniały, słyszałam tylko głos mamy w słuchawce.

-co się stało?!

-co się dzieje?!

-Marysia no mów?!

Mama krzyczała, ja tylko płakałam, zapytała z małą coś nie tak? wydukałam nie ze mną!
Jestem chora, mam żółtaczkę i muszę na miesiąc iść do szpitala, a mała, mamo co mam z nią zrobić? nawet mi przez myśl nie przyszło żeby ja zostawić z mężem, przecież  to jej tata, powinno być takie naturalne.
I znowu wszystko zostawiłam sobie, dlaczego, czego się bałam?

W myślach układałam plan, załatwiłam, mama weźmie urlop, mogę ją zawieść tylko jak?
Nie mamy samochodu, przyszłam do domu i poinformowałam męża że idę do szpitala na miesiąc.
Co z małą? moja mama ją weźmie powiedziałam, boże on był wypity jak ja mam to zrobić, zawieść ją do Bielska? żadnej pomocy!

Rzepicha była w domu, czekała na swojego chłopaka, zapytałam się jej, czy nie mógł by mi zawieźć dziecka do Bielska? usłyszałam ,idź się zapytaj, ale raczej nie, bo my się gdzieś wybieramy, pomyślałam ty suko, chociaż raz byś pomogła.

Zjechałam winda na dół, pobiegłam do Tomka, bo Tak miał na imię, dużo mówiłam, chciałam wszystko na raz, powoli powiedział, powoli Marysiu, nie płacz, zapytałam w końcu, czy da radę jechać.
Oczywiście powiedział żaden problem, ale Rzepicha powiedziała, urwał mi w połowie zdania, nie ważne, jedziemy.
Ulżyło mi, pojechaliśmy na górę, zaczęłam się pakować, biegać, zbierać wszystkie rzeczy, butelki, pieluchy...
Ciężko było to wszystko poukładać, pakowałam małą i siebie do szpitala, starałam się, a słyszałam tylko
- no pospiesz się!
-szybciej się nie da?
To Rzepicha, była zła że Tomek się zgodził.
Był w porządku facetem, wtedy tylko on mi pomógł.

Maciej siedział, patrzył tymi pijanymi oczkami, on nawet nie wiedział gdzie są rzeczy dziecka.
Dobra, spakowałam chyba wszystko, tak mi było ciężko ją oddać, przytulałam ja, nie chciałam jej puścić mówiłam, mamusia cię kocha, kocha, całowałam ten malutki dzióbek.

Znowu mi ją zabierają, to samo uczucie, lęk, strach, gorycz i łzy w oczach!

Maciej wziął Paulinkę ode mnie, wsiadł do samochodu, pojechali, pomachałam tylko.
Odwróciłam się i szłam do szpitala, znowu wyłam...
To nie był płacz, ja wyłam na głos.
Czemu tak bardzo przeżywałam, każde rozstanie z moim dzieckiem??


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz