Zostałam przyjęta na oddział, weszłam na salę, byłam tam sama zajęłam łóżko koło okna.
Położyłam się, i patrzyłam w sufit, bo co innego można robić w szpitalu.
Płakałam cała noc, nie umiałam sobie poradzić z tą sytuacja, myślałam cały czas o małej, czy dojechali, czy wszystko dobrze, czy już śpi, czy nie płacze, jak mama daje sobie radę, przecież Paulinka jest malutka, trzeba się przestawić na inny tor, wstawać w nocy, karmić.
Dwadzieścia cztery godziny na nogach.
Ale wiedziałam że będzie bezpieczna, przecież była z moimi rodzicami.
Tak bardzo tęskniłam.
Boże cały miesiąc bez niej jak ja wytrzymam.
Dwadzieścia cztery godziny na nogach.
Ale wiedziałam że będzie bezpieczna, przecież była z moimi rodzicami.
Tak bardzo tęskniłam.
Boże cały miesiąc bez niej jak ja wytrzymam.
Zasnęłam, rano obudziła mnie pielęgniarka na badania.
Potem śniadanie, dostałam małą bułkę i kwadracik masła, tak nie mogłam nic przełknąć.
Przyjęto jeszcze dwie panie dużo starsze, łóżka się zapełniły.
Zapoznałyśmy się, bardzo miłe osoby, wesołe, jedna pani mówiła totalnie po śląsku, to było zabawne bo ja nic nie rozumiałam i zawsze się ze mnie śmiały, mówiły że jestem ich maskotką.
Postawiłam na szafce zdjęcie Paulinki.
Jaka śliczna dziewczynka, kto to? pytały
Moja córeczka, zawsze się w tedy popłakałam.
Pocieszały mnie, mówiły będzie dodrze dziecko, jeszcze trochę i będziesz z mała w domu.
Zrobiłam się żółta jak cytryna, mogła bym straszyć.
Ale tam wszyscy tak wyglądali, więc się nie wstydziłam.
Nawet się śmiałyśmy z siebie i wymyślałyśmy różne dowcipy na swój temat, ja mówiłam że będę kurczaczkiem wielkanocnym, właśnie zbliżały się te święta.
Jedna pani powiedziała to ja będę kwoką w takim razie,bo jestem stara.
Wesoło było, przynajmniej na chwile zapominałam.
Maciej mnie odwiedzał czasem , pracował.
Przed pracą nie zdążył, po pracy za późno.
Czasem tak na szybko wpadł żeby mi coś donieść.
Przyszedł kiedyś późnym wieczorem wypity i jeszcze się chwalił że musiał użyć swojego uroku osobistego żeby wejść, bo o tej porze nie wpuszczali już.
Coś w ten deseń, ile mnie to kosztowało żeby tu wejść- doceń to!
Ucieszyłam się z tej wizyty, mimo tego że pachniał alkoholem przytuliłam się do niego,odwzajemnił ten gest. Wtedy go potrzebowałam, chciałam żeby po prostu był.
Posiedzieliśmy na schodach przez chwilę i tyle.
Odwiedziła mnie nawet Rzepicha, pracowała zaraz przy szpitalu, pewnie dla tego.
Codziennie dzwoniłam do mamy, z aparatu na korytarzu, pytałam o małą, prosiłam żeby mi ją dawała do słuchawki,słyszałam jej głos, jakieś dziwne dźwięki, ale się cieszyłam, mówiłam do niej, cześć kochanie, mamusia cię kocha, malutka, mamusia tu jest płakałam za każdym razem.
Potem rozmawiałam z mamą i wypytywałam o wszystko, dawała sobie radę, pierwszy tydzień był najgorszy, ale teraz już dobrze Marysiu, nie martw się.
Lecz się i bądź spokojna.
Malutkiej wyrósł drugi ząbek, ja nie widziałam, prosiłam mamę żeby mi go opisała.
Mała siedziała już sama, zaczęła mówić TA TA TA.
Tyle rzeczy mnie ominęło, nie widziałam , nie słyszałam.
Tak mi było ciężko.
Zawsze po rozmowie z mama przesypiałam resztę dnia.
Tak sobie radziłam, spałam nie myślałam.
Leżałam tak już dwa tygodnie, jedna tabletka dziennie, badania i to wszystko.
Leżysz i śpisz i leżysz i jesz.
Miód i cytryna jadłam na potęgę, mówili że bardzo pomaga, to też jadłam żeby jak najszybciej wyjść.
Robiłam się coraz ciemniejsza, w pewnym momencie aż brązowa, taki lekki odcień.
Przy każdej wizycie lekarza pytałam kiedy wyjdę, kiedy?
Potem się nauczył i na wejściu zamiast dzień dobry, z uśmiechem mówił do mnie nie dziś.
Śmialiśmy się w tedy.
Prosiłam chociaż o przepustkę, wszyscy wychodzili na weekend tylko nie ja.
W końcu po trzech tygodniach się udało, wypuścili mnie, co prawda na weekend, ale z braku laku dobry kit.
Do widzenia, zawołałam i wybiegłam ze szpitala.
Pojechałam do Bielska do małej, w życiu mi się tak droga nie dłużyła, jadę i jadę...
Im bliżej domu, tym emocje były silniejsze.
Serce mi się wyrywało, łzy napływały do oczu, po prostu euforia.
W Bielsku poszłam jeszcze do sklepu, chciałam coś małej kupić, coś jej dać.
Kupiłam jej białą kurteczkę i czapeczkę, taki komplet. Ślicznie będzie w tym wyglądać.
Biegłam na autobus, wszystko jakoś się dziś wolno poruszało, przynajmniej dla mnie.
Jestem, cała się trzęsę, pukam do drzwi otwiera mi babcia, ja płaczę staram się uspokoić ale nie umiem, mama mówi Marysia spokojnie i powoli.
Chce tylko ja, idę do pokoju siedzi na ziemi, i patrzy na mnie jak by się bała.
Tak bardzo chciałam już podejść, wziąć ją na ręce, już.
Słyszę tylko,powoli dziecko bo ją wystraszysz powoli, mów do niej.
Mamo a jak ona mnie nie pamięta?
Jak nie wie że jestem jej mama?
Wzięłam ja na ręce powoli, płacząc, mówiąc cały czas, Paulinko mamusia jest, to ja mamusia, patrzyła na minie uważnie, nie uśmiechała się ale też nie płakała.
Po chwili się przytuliła, tak mocno, najpiękniejsze uczucie pod słońcem.
Krzyknęłam, mamo ona mnie pamięta!
Nie wypuszczałam jej z rąk, nawet jak spała pilnowałam wózka.
Cała noc, cały dzień.
Zabrałam ją do domu, poprosiłam teściowa żeby przyjechała na tydzień, bo tyle mi jeszcze zostało.
Musiałam wrócić do szpitala.
Pomyślałam, szybko minie, mam ją w domu, teściowa przychodziła z Paulinka do mnie co dzień pod szpital, ja się wymykałam.
W między czasie, teściowa robiła małej badania na żółtaczkę, poradził mi lekarz, żeby sprawdzić czy nie jest chora.
W końcu się doczekałam, wszedł lekarz i powiedział, to dziś i uśmiechną się po czym dodał, że powinien mi doliczyć parę dni za te wymykania się, a ja myślałam że nikt nie wie, trochę się zawstydziłam , zostałam złapana na gorącym uczynku.
Kiedyś mnie tak tata złapał, zabronił mi oglądać film, był dla dorosłych, no niestety ja jeszcze nie byłam, zasłonił mi telewizor fotelem, ja się wychyliłam, trochę obejrzałam.
Tata nagle się odwrócił a ja zostałam w tej pozycji, złapał mnie, ja nie uciekałam, bo przecież mnie widział że oglądam, to nie będę udawać że śpię i zostałam złapana.
Maciej przyszedł w odwiedziny, wyskoczyłam i mówię wychodzę dziś!
Cieszysz się?
Usłyszałam, to fajnie widziałam że był zdenerwowany, ale Paulina idzie do szpitala jest chora!
Badania wyszły źle i ma żółtaczkę!
Emocje mi opadły, i znowu mi ją zabierają, czy to się kiedyś skończy?
Przed pracą nie zdążył, po pracy za późno.
Czasem tak na szybko wpadł żeby mi coś donieść.
Przyszedł kiedyś późnym wieczorem wypity i jeszcze się chwalił że musiał użyć swojego uroku osobistego żeby wejść, bo o tej porze nie wpuszczali już.
Coś w ten deseń, ile mnie to kosztowało żeby tu wejść- doceń to!
Ucieszyłam się z tej wizyty, mimo tego że pachniał alkoholem przytuliłam się do niego,odwzajemnił ten gest. Wtedy go potrzebowałam, chciałam żeby po prostu był.
Posiedzieliśmy na schodach przez chwilę i tyle.
Odwiedziła mnie nawet Rzepicha, pracowała zaraz przy szpitalu, pewnie dla tego.
Codziennie dzwoniłam do mamy, z aparatu na korytarzu, pytałam o małą, prosiłam żeby mi ją dawała do słuchawki,słyszałam jej głos, jakieś dziwne dźwięki, ale się cieszyłam, mówiłam do niej, cześć kochanie, mamusia cię kocha, malutka, mamusia tu jest płakałam za każdym razem.
Potem rozmawiałam z mamą i wypytywałam o wszystko, dawała sobie radę, pierwszy tydzień był najgorszy, ale teraz już dobrze Marysiu, nie martw się.
Lecz się i bądź spokojna.
Malutkiej wyrósł drugi ząbek, ja nie widziałam, prosiłam mamę żeby mi go opisała.
Mała siedziała już sama, zaczęła mówić TA TA TA.
Tyle rzeczy mnie ominęło, nie widziałam , nie słyszałam.
Tak mi było ciężko.
Zawsze po rozmowie z mama przesypiałam resztę dnia.
Tak sobie radziłam, spałam nie myślałam.
Leżałam tak już dwa tygodnie, jedna tabletka dziennie, badania i to wszystko.
Leżysz i śpisz i leżysz i jesz.
Miód i cytryna jadłam na potęgę, mówili że bardzo pomaga, to też jadłam żeby jak najszybciej wyjść.
Robiłam się coraz ciemniejsza, w pewnym momencie aż brązowa, taki lekki odcień.
Przy każdej wizycie lekarza pytałam kiedy wyjdę, kiedy?
Potem się nauczył i na wejściu zamiast dzień dobry, z uśmiechem mówił do mnie nie dziś.
Śmialiśmy się w tedy.
Prosiłam chociaż o przepustkę, wszyscy wychodzili na weekend tylko nie ja.
W końcu po trzech tygodniach się udało, wypuścili mnie, co prawda na weekend, ale z braku laku dobry kit.
Do widzenia, zawołałam i wybiegłam ze szpitala.
Pojechałam do Bielska do małej, w życiu mi się tak droga nie dłużyła, jadę i jadę...
Im bliżej domu, tym emocje były silniejsze.
Serce mi się wyrywało, łzy napływały do oczu, po prostu euforia.
W Bielsku poszłam jeszcze do sklepu, chciałam coś małej kupić, coś jej dać.
Kupiłam jej białą kurteczkę i czapeczkę, taki komplet. Ślicznie będzie w tym wyglądać.
Biegłam na autobus, wszystko jakoś się dziś wolno poruszało, przynajmniej dla mnie.
Jestem, cała się trzęsę, pukam do drzwi otwiera mi babcia, ja płaczę staram się uspokoić ale nie umiem, mama mówi Marysia spokojnie i powoli.
Chce tylko ja, idę do pokoju siedzi na ziemi, i patrzy na mnie jak by się bała.
Tak bardzo chciałam już podejść, wziąć ją na ręce, już.
Słyszę tylko,powoli dziecko bo ją wystraszysz powoli, mów do niej.
Mamo a jak ona mnie nie pamięta?
Jak nie wie że jestem jej mama?
Wzięłam ja na ręce powoli, płacząc, mówiąc cały czas, Paulinko mamusia jest, to ja mamusia, patrzyła na minie uważnie, nie uśmiechała się ale też nie płakała.
Po chwili się przytuliła, tak mocno, najpiękniejsze uczucie pod słońcem.
Krzyknęłam, mamo ona mnie pamięta!
Nie wypuszczałam jej z rąk, nawet jak spała pilnowałam wózka.
Cała noc, cały dzień.
Zabrałam ją do domu, poprosiłam teściowa żeby przyjechała na tydzień, bo tyle mi jeszcze zostało.
Musiałam wrócić do szpitala.
Pomyślałam, szybko minie, mam ją w domu, teściowa przychodziła z Paulinka do mnie co dzień pod szpital, ja się wymykałam.
W między czasie, teściowa robiła małej badania na żółtaczkę, poradził mi lekarz, żeby sprawdzić czy nie jest chora.
W końcu się doczekałam, wszedł lekarz i powiedział, to dziś i uśmiechną się po czym dodał, że powinien mi doliczyć parę dni za te wymykania się, a ja myślałam że nikt nie wie, trochę się zawstydziłam , zostałam złapana na gorącym uczynku.
Kiedyś mnie tak tata złapał, zabronił mi oglądać film, był dla dorosłych, no niestety ja jeszcze nie byłam, zasłonił mi telewizor fotelem, ja się wychyliłam, trochę obejrzałam.
Tata nagle się odwrócił a ja zostałam w tej pozycji, złapał mnie, ja nie uciekałam, bo przecież mnie widział że oglądam, to nie będę udawać że śpię i zostałam złapana.
Maciej przyszedł w odwiedziny, wyskoczyłam i mówię wychodzę dziś!
Cieszysz się?
Usłyszałam, to fajnie widziałam że był zdenerwowany, ale Paulina idzie do szpitala jest chora!
Badania wyszły źle i ma żółtaczkę!
Emocje mi opadły, i znowu mi ją zabierają, czy to się kiedyś skończy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz