poniedziałek, 17 lutego 2014

Zabieram ją do domu.




Byłam już w domu, ale bez mojej córeczki.
Puste łóżeczko.

Wstawałam rano, jechałam do szpitala, ciężko mi było się poruszać, wszystko mnie bolało jeszcze po operacji, kupiłam nawet taki pas ściągający na brzuch, żeby ból był mniejszy.
Jechałam taksówką, trafiłam na takiego fajnego kierowcę, opowiedziałam mu swoją historię. Codziennie przyjeżdżał pod mój blok, zawoził mnie za darmo.
Dopytywał zawsze co u mojej córeczki, jak zdrowie. Przeżywał to razem ze mną. To było miłe.

Pierwszy raz odwiedziłam moją córeczkę zaraz po wyjściu ze szpitala, wyglądałam na zmęczoną w ciuchach ciążowych jeszcze, mała chuda zaniedbana.
Pokazali mi ją tylko przez szybę, miała na czole wielki plaster który trzymał wenflon.
Popłakałam się, nie mogłam jej dotknąć, przytulic,pomachałam tylko.
Była ze mną mąż i teściowa.
Teściowa powiedziała nie becz, przecież nic jej nie jest.

Wracałam do domu i znowu płakałam, noce były długie.
Maciej pracował, wychodził rano wracał w nocy.
Takie naturalne ja w szpitalu, on w pracy, standard.

W domu była jeszcze Rzepicha, rozmawiałyśmy ale ona tego nie czuła, nawet nie udawała ze ją to obchodzi, czasem zapytała.
Ale potrafiła się upomnieć, żeby czynsz dzielić na cztery osoby , wliczając w to Paulinkę.
Egoistka pomyślałam ,przecież to dziecko jeszcze ze szpitala nie wyszło.

Przyszedł kiedyś jej chłopak, bardzo sympatyczny młody mężczyzna, witaj Marysiu
- gratulacje! zawołał.
Rozpłakałam się, nie wiedział dlaczego, bratowa nie powiedziała mu że Paulinka jest w szpitalu.  Mało istotna wiadomość dla niej widocznie.
Przepraszam powiedział zakłopotany, kiwnęłam głową, skąd mogłeś wiedzieć.

Nie raz Rzepicha mówiła mi, ciesz się że jej jeszcze nie masz, możesz sobie pospać.
Wykorzystaj ten czas. Ja tak nie myślałam.

Kolejny dzień, wstałam ubrałam się, umalowałam, uczesałam, wyglądałam ładnie.
Pojechałam do szpitala.
Dzień dobry, uśmiechnęłam się do mojej pielęgniarki.
Karmiłam córkę piersią, kiedy przyszła inna pielęgniarka, taka gruba i wredna, zabrała mi ja mówiąc co pani tu robi?

Odpowiedziałam karmię moje dziecko!

Usłyszałam, pani nie jest jej matką !?ja wiem jak wygląda matka tej dziewczynki.
Zaczęłam się tłumaczyć, że to ja przecież, to moja córka, wiem że wczoraj wyglądałam inaczej ale to moje dziecko, znowu mi ją chcieli zabrać! Walczyłam, o córkę.
O siebie nigdy nie umiałam się bić.

Zobaczcie ile robi wygląd.
Tak jak w dzieciństwie, kiedy mama kupiła mi nową bluzkę, przebierałam się na korytarzu w bloku, i poszłam do szkoły. Postrzegali mnie inaczej.

Później było już tylko lepiej.
Mała miała na imię Paulina.
Mąż chciał żeby nazywała się Ania, ale ja byłam pierwsza w urzędzie stanu cywilnego i zrobiłam jak chciałam, nie pytałam, zaakceptował i znowu standard.

W końcu mogę ją wziąć do domu, od rana biegałam, chodź, no chodź już, nie mogłam się doczekać.
Wzięliśmy ubranka, becik i kocyk i pojechaliśmy.
Była ładna pogoda słońce świeciło, wszystko się do mnie uśmiechało.
Szczęście to jedyne co czułam i Maciej był przy mnie, chyba się stresował bo mało mówił żadnych żartów, prawie milczał.

Pielęgniarka przyniosła córkę i podała mojemu mężowi, sztywno wyciągną ręce do przodu, odebrał ją i tak został z tymi rękoma, był w szoku nie wiedział co robić.
Pielęgniarka powiedziała, może pan przytulić córkę. ale się wtedy uśmiałam z niego.
Zrobił się czerwony, na pozór był bardzo wstydliwy.

-hura, jedziemy do domu.
Teściowa kazała mi powiesić czapeczkę od Paulinki na okno, nie pamiętam dla czego, jakiś przesąd.

Przyszła Rzepicha i chciała ją wziąć na ręce , nie pozwoliłam, to było moje dziecko.
Nikomu nie pozwalałam jej ruszać, nawet jak Maciej ją brał mówiłam.
Przecież śpi teraz, nie budź jej.
Leżała w łóżeczku a ja patrzyłam i patrzyłam...
Każdy jej ruch w nocy a ja stałam już przy niej.
Zaczęło się, nieprzespane noce, pranie pieluch, wtedy były jeszcze tetrowe na topie.

Błam matką i żoną, normalne życie. Tak jak chciałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz