niedziela, 16 lutego 2014

Urodziła się i przeżyła



Obiecałam sobie że zrobię  wszystko żeby moja córka wyrosła na pewną siebie wartościową kobietę.
Nie dopuszczę do tego żeby była tak jak ja.
Będę super mamą,nigdy jej nie uderzę. Dam jej miłość, bezpieczeństwo które było tak bardzo ważne dla mnie.
Nadszedł ten dzień w sumie to noc, obudziłam się i poszłam do łazienki odchodziły mi wody, chyba pomyślałam... to wody, nic innego nie czułam.
Ubrałam się i spakowałam, Maciej spał, siedziałam na boku łóżka i myślałam jak go obudzić, co mu powiedzieć,wstydziłam się.
Maciej, poruszałam nim delikatnie, no zapytał? nic nic śpij.
Siedziałam dalej i oglądałam telewizję.
Po chwili znowu spróbowałam, Maciej, potrząsnęłam nim jeszcze raz. 
Zapytał co? No nic spij, odpowiedziałam.
Tak jeszcze kilka razy.
Nie budziłam bym go w ogóle, ale bałam się zostać sama w domu, jak pójdzie do pracy, nikogo tu nie znałam. Wolałam iść do szpitala i być bezpieczna.
Przesiedziałam tak prawie całą noc, budząc go a potem, nic nic...
W końcu sam się obudził, popatrzył na mnie i zapytał, dlaczego ty jesteś ubrana? 
A tak idę sobie do szpitala.

Zerwał się szybko z łóżka, co, to już ? mam biec po taksówkę? co ci się dzieje? tyle pytań nie odpowiedziałam na żadne, co mu powiem wody mi odeszły, wstyd! 
Ubrał się i pojechaliśmy do szpitala.  
W tedy wolała bym być sama, zawieź mnie, ja sobie już dam rady.
Siebie się nie wstydziłam. 

Żeby wejść na oddział trzeba było zadzwonić na domofon, powiedział do mnie, dzwoń...
Jak dzwoń, co powiem, przy nim, wody mi odeszły.
Nie nie dzwonie, to wracamy, odparł, no to wracamy powiedziałam.
No dobra, zadzwonił i powiedział przywiozłem żonę.
Pytanie padło szybko, co się dzieje?
Popatrzył na mnie pytająco.
Wody mi odeszły, odpowiedziałam po cichu, w stronę domofonu, zrobiłam się czerwona.

Nie był mi już potrzebny myślałam , mógł by jechać do domu, dam rade
- dlaczego nie dopuszczałam go do niczego? sama zrobię to lepiej.

Pojechał, wzięli mnie na oddział, porobili badania i kazali leżeć.
Tak w sumie cały dzień od piątej rano, mijały godziny, nic się nie działo tylko leżeć.
Miałam do wyboru, nie jem cały dzień, albo jem i lewatywa.
Oczywiście wolałam nie jeść.
Zaczęły się skurcze, krótkie i nie bolesne ale wyczuwalne, później coraz gorsze i gorsze ...
Ból był straszny, leżałam na łóżku i skręcałam prześcieradło tyle razy ile miałam skurczy, śmiesznie to wyglądało później.
Kazali mi iść pod prysznic i polewać brzuch wodą, dziecko nie chciało się obniżyć.
Tak się polewałam, że aż wyrwałam rączkę ze ściany przy kolejnym skurczu.
Uciekłam.

W końcu poród, była już czwarta popołudniu, tyle to trwało a końca nie było widać, rodzice dzwonili, pytali, usłyszałam jak lekarz powiedział że po ósmej wieczorem będzie już po wszystkim.
Matko, przecież ja nie wytrzymam tyle, ja już nie mogę.

Akcja porodowa, trzy oddechy i przyj słyszałam, tak robiłam.
Czułam że pęknę zaraz.
Znowu, trzy oddechy i przyj, nic się nie działo, tak trzy godziny.
Dudniły mi te słowa w głowie,przyj.
Męczyłam się strasznie ale po cichu, proszę krzyczeć, będzie pani lżej powiedział lekarz, przecież nie będę się darła pomyślałam.
Potem próbował mi wypchnąć dziecko,opierał się i ze wszystkich sił pchał na dół.
Matko przecież on mnie połamie, był wysokim postawnym mężczyzna, córka  nie chciała się urodzić.
Proszę przygotować pacjentkę do cesarskiego cięcia, rzucił lekarz.
Ogolili mnie w niektórych miejscach i posmarowali jodyną.
Piekło strasznie zaczęłam jęczeć z bólu.
Wtedy lekarz zwiną gazetę i zaczął mi wachlować krocze, lepiej zapytał? lepiej, rozbawił mnie.

Wieźli mnie na sale operacyjną, Popodpinali do urządzeń monitorujących czynności życiowe, moje i dziecka.
Przyłożyli maskę z narkozą do twarzy i kazali liczyć do dziesięciu od tyłu, zdążyłam w myślach powiedzieć dzie...i zasnęłam.

Nie wiem ile to trwało, ale wyciągnęli ja, można powiedzieć ze się urodziła, a ja nie miałam nawet dla niej imienia.

Obudzili mnie,nie mogłam w ogóle się ruszać, mówić, nic! roślina po prostu.
Ma pani córeczkę, chrząknęłam, na znak że wiem.
Wiedziała pani? znowu coś odburknęłam.
Leżałam i patrzyłam w sufit.
Nie widziałam córeczki, nie pokazali mi jej, ja nie mogłam poprosić.
Co oni mi zrobili, dlaczego tak mam ?
Tylko świadomość mi została, jak bym opuściła swoje ciało, nie umiałam nim sterować.

Przewieźli mnie na salę, leżałam i nie wolno mi było zasnąć całą noc.
Słyszałam jak przyjechał Maciej,, z kolegami, urwali się z pracy, byli pijani i chodzili po całym korytarzu.
Pielęgniarka pokazała mu córkę, powiedział
- ale ma malutką główkę.
Trzeba był ją urodzić pomyślałam ze złością!

W końcu mi ją pokazali.
Była taka śliczna, czarne włoski, mały zadarty nosek, małe usteczka, tyle tylko widziałam, zawinięta była w kokon.

Mąż odwiedzał mnie w szpitalu.
Taka śmieszna anegdotka, ja nie wysoka zgięta w pół z cewnikiem w kieszeni szlafroka i podtrzymująca się stojaka z kroplówką, wyszłam do niego, ciężko mi było popatrzeć na niego był taki wysoki, powiedział mi, idź się połóż, chyba jesteś zmęczona i zaczęliśmy się śmiać.
Nie posiedzę sobie tutaj, nic mi nie jest.
Pokarz mi tą Anie, wymyślił imię? Nie czułam potrzeby żeby się chwalić moim dzieckiem, wymyśliłam że nie mam siły. Nie pokazałam.

Najgorsza była trzecia noc, sen o córce, który pamiętam do dziś.
To był koszmar.
Nie mogłam jej znaleźć,słyszałam że płacze ale nigdzie jej nie było.
Chodziłam szukałam, wielki sklep, kilka kondygnacji i mężczyzna, który mówił, zostaw, po co ci dziecko, jesteś młoda, będziesz miała jeszcze nie jedno, chodź na imprezę.
Nie! nie! odpowiadałam ja chcę moje dziecko, szlochałam i szłam za płaczem mojej córki, wiedziałam że gdzieś tam jest ale gdzie?
Znalazłam ją, w piwnicy na murku w wiklinowym koszyczku, taka maleńka i bezbronna.
Ulga, radość, płacz wszystko naraz.
Obudziły mnie wtedy inne mamy, pytając czy wszystko w porządku bo płakałam na głos.
Przytuliłam się do mojej córeczki, jest przy mnie, bezpieczna.

Szczęście nie trwało długo,zabrali mi ją, wszczepili jej gronkowca złocistego!

Mamo dlaczego? płakałam, ból był taki silny jak nigdy dotąd, nie da się tego opisać, ale pamiętam do dziś to uczucie, później  pojawiało się za każdym razem jak jej się coś działo.

Maciej przyszedł i przytulał mnie, a ja się zastanawiałam czego ten facet chce.
Przecież to było moje dziecko, ja cierpię, nie on.
Wypisałam się na własne życzenie ze szpitala, żeby móc ją odwiedzać.
Biegałam tam co dzień ,przez trzy tygodnie.

Powiedziano mi, ma pani szczęście że to dziewczynka, chłopak by umarł.
W tedy przypomniał mi się ten sen.
A jak bym jej nie szukała ?
Czy by umarła?
Czy ten mężczyzna, był diabłem i mnie kusił?

Jak to mówią, urodzisz a potem zapomnisz o bólu, ja pamiętam do dziś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz