Dwadzieścia lat z alkoholikiem, potrafi utemperować człowieka niezależnie jak silnego i wytrzymałego. Wieczne rozczarowanie, któremu towarzyszy nadzieja na nowe jutro .Opowiadając te historię, chce stanąć na wysokości zadania i sprostać przeszłości, która dogania mnie coraz większymi krokami. Mam ten etap już za sobą ,ale czy na pewno?
piątek, 14 lutego 2014
Wypadało by wziąć ślub.
W hotelu mieszkaliśmy jeszcze z pół roku, później ogłosili upadłość.
Ja i Maciej żyliśmy razem, prawie jak małżeństwo, ale nie było w tym miłości.
Ja go nie kochałam i z tego co wiem on mnie też nie, ale jakoś nam to nie przeszkadzało.
Zawsze potrafił mnie rozbawić i chyba to mi się najbardziej w nim podobało.
Uprawialiśmy seks wszędzie gdzie się dało.
To był tylko szybki seks kilka pocałunków, nie było w tym otoczki takiej jak na filmach z happy endem.
Nie zdążyłam się jeszcze dobrze rozgrzać a już był koniec.
Bez doświadczenia, myślałam że tak ma być!
Przyszedł dla mnie taki okres w życiu, pewnie nie wszystkie kobiety tak mają.
Bardzo,bardzo chciałam mieć dziecko,mimo młodego wieku.
Przyjeżdżałam do domu i opowiadałam babci, jak pragnę mieć dzidziusia.
Mówiła mi wtedy, do Maciusia musisz się zwrócić Marysiu, ja ci nie zrobię.
Zabawne to było.
Kiedyś w pokoju powiedziałam Maćkowi zrobimy sobie dziecko? odpowiedział
-chcesz to masz.
Przez pewien czas nie mogłam zajść w ciąże, usłyszałam
- pewnie jesteś bezpłodna, co miesiąc wyrzucasz nasze dzieci do kosza! uśmiał się.
W końcu się udało, będę mieć dzidziusia, tak bardzo się cieszyłam.
Nie jestem bezpłodna!
Kiedy mu oznajmiłam że jestem w ciąży, rzucił
- pewnie jak kot w urojonej!
Jak nie zobaczę karty ciąży to nie uwierzę, powiedział.
Minęło pół roku, musieliśmy się wyprowadzić z hotelu, został zamknięty
Bez pracy i w ciąży wróciłam do swojego domu, Maciej do swojego.
Ciężko mi było rozstać się ze wszystkimi, bardzo się zżyliśmy, do dzisiaj utrzymujemy kontakty.
W domu, powiedziałam mamie że jestem w ciąży, ucieszyła się i dodała, najwyższy czas.
Tata oczywiście dowiedział się od mamy, ja nie potrafiłam mu powiedzieć.
Nie wiem dlaczego?
Mieszkałam z rodzicami
Maciej przyjeżdżał do mnie, spotykaliśmy się dosyć często.
Raz przyjechał w nocy pijany, po jakimś weselu, pracował jako kelner, przywiózł wódkę.
Chciałam żeby jechał do domu, ale on przyjechał poprosić o moją rękę i napić z przyszłymi teściami.
Byłam w szustym miesiącu ciąży i nie powinnam się denerwować.
Widocznie nie było mi to dane...
Następnego dnia Maciej pojechał do domu, ja zostałam nie lubiłam tam jeździć.
Marysia czy wy macie zamiar wziąć ślub? zapytał mnie mama.
Nie rozmawiałam z Maćkiem o tym, przecież nie będę się narzucać.
Wypadało by, tak nie można.
Przecież wiem, w sumie to też myślałam o tym, jak ja wyglądam w ciąży i bez obrączki?
Nie chciałam się wyprowadzać z domu, kochałam to miejsce i byłam tam bezpieczna.
Dlatego nie spieszyło mi się do ślubu.
Zapytał "Łozynis się zymną" znowu żart?
Nie wiem jak dokładnie to było że w końcu ustaliliśmy datę ślubu.
Tylko cywilnego.
Ponieważ Maciej miał traumatyczne przeżycie związane z kościołem, w dzieciństwie dostał w głowę dziennikiem od zakonnicy.
Obiecał sobie ze więcej tam nie wejdzie.
W końcu przyszedł ten dzień.
Nasz ślub.
Może nie był taki, o jakim zawsze marzyłam, ale cieszyłam się.
Bieganina od rana, goście się zjeżdżali, popłoch w całym domu.
Byłam w siudmym miesiącu ciąży, miałam mały brzuch, nie przeszkadzało nam to.
Przyjechała ciotka Maćka, Teresa.
Dała mi pas ściągający, zepnij się powiedziała , nie będzie widać brzucha.
Nie!
Powiedziałam, ja kocham moje dziecko i nie będę go chować.
Pierwszy raz zebrałam siły w sobie i nie zrobiłam tego co mi kazali.
Kolejna osoba z jego rodziny wyzuta z uczuć...
W urzędzie stanu cywilnego przysięgaliśmy sobie dozgonną miłość, obrączki.
Wesele, zabawa, i następny etap mojego życia...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz