sobota, 15 lutego 2014

Baba z wozu, koniom lżej.



Po ślubie wypadało się przeprowadzić do nowego domu, i oczywiście do męża.
Ciężko mi było, ale się spakowałam.
Tak bardzo chciałam zostać, i urodzić moje dziecko, tam gdzie sama się wychowałam.


Boże, jak ja mam to wszystko zostawić, serce mi  miało wyrwać, mogę z nim być ale dlaczego nie tu?
Cała noc nie mogłam zasnąć, przewracałam się z boku na bok, tysiące myśli w  mojej głowie.
Chciałam jechać, chciałam zostać jak zwykle nie byłam pewna niczego.
Nie zdecydowana, nieśmiała, mała Marysia, sierota myślałam.

Więc pożegnałam się ze wszystkimi, byłam podniecona i  przerażona.
Bardzo się cieszyłam że zobaczę Maćka, lubiłam go.
Ale zawsze jak wyjeżdżałam  z miasta czułam taki dziwny żal, płakałam.
Pojechaliśmy...
W drodze tata rozmawiał ze mną było wesoło, opowiedział mi historyjkę z mojego dzieciństwa.
Jak jechałam  na rowerze, bardzo szybko, tak szybko że nie zauważyłam ławki, rower został ja przeleciałam przez nią i leżałam nieruchomo.
Sąsiadka pobiegła po moją mamę krzycząc, Marysia się chyba zabiła!
Przerażona mama zbiegła na podwórko, ale ja już jeździłam na rowerze i wołałam nic mi nie jest nic.
Zastanawialiśmy się z tatą, czy moje dziecko też będzie taką chłopczycą jak ja.
Zapomniałam o strachu przed nowym otoczeniem.
Nawet cieszyłam się, że będę panią domu żoną i matką za niedługo.
Na zmiany towarzyszył mi lęk i spokój.

Koniec podróży, przed blokiem stał już mój mąż, jak to dziwnie brzmi.
No, już myślałem  że się rozmyśliłaś- śmiech.

Rzucając kolejnym żartem, zwrócił się do mojego taty mówiąc
- baba z wozu koniom lżej, jakie to uczucie pozbyć się balastu zapytał ?
Tacie zrobiło się głupio, zmienił się na twarzy, nic nie odpowiedział, tyko się uśmiechną.
Wnosiliśmy moje rzeczy na górę.
Maciej cały czas dowcipkował, a to że wyglądam jak rumun z brzuchem i z tobołami, a to że jak mu się nie spodobam to mnie zwróci ...
Rośmieszały mnie te głupie żarty.

W domu byli rodzice Maćka i jego siostry , przywitałam się z wszystkimi i zaczęłam się rozpakowywać...

Pożegnałam się z  tatą i zostałam sama w obcym domu z obcymi ludźmi.
Nie mam dużo wspomnień z pierwszych dni pobytu w moim nowym domu, poza tym że do teściowej musiałam mówić MAMO straszne to było, raczej starałam się mówić bezosobowo.
Czułam się tam nieswojo, to nie był mój dom, ja wstydziłam się nawet otworzyć lodówkę czy szafkę, przecież to nie moje, tak nie można grzebać, te myśli towarzyszyły mi do momentu kiedy to teściowie się nie wyprowadzili wraz z młodszą siostrą Maćka na wieś, mieli tam dom. Później szafki były już moje.
Zostaliśmy z jego siostrą Rzepichą, była ona w moim wieku, tolerowałyśmy się ale nigdy nie pałałyśmy do siebie miłością, nie zmieniło się to do dziś.
Mieszkała z nami pięć lat, o tym później też opowiem...

Zaczęło się normalne życie, mój mąż pracował dalej jako kelner i nieraz przychodził do domu wypity, był nie szkodliwy, wręcz można powiedzieć że własnie w tedy potrafił okazywać swoje uczucia.
Wstawał rano, i do pracy, i tak w kółko, nic ciekawego.
Nie mieliśmy wspólnych zainteresowań, po prostu żyliśmy.
Ja uczyłam się gotować, masakra.
Zawsze gotowałam z wszystkimi sąsiadami, o wszystko pytałam,chętnie mi pomagali.

Często zdarzało się że Maciej wracał w nocy z pracy, ze swoimi kolegami, mówiąc ciii...
wchodźcie po cichu, moja żona śpi, poczym świecił światło w pokoju i krzyczał.

Wstawaj stara mamy gości!!
To było pieszczotliwe określenie mojej osoby.
Ogólny śmiech kolegów , to był taki dowcip w stylu mojego męża, ubierałam się i siedziałam z nimi do rana, pili alkohol, rozmawiali, było wesoło, nie widziałam w tym nic złego.
Potem przesypiałam większą  połowę dnia, nie miałam w tedy jeszcze żadnych obowiązków.
Nie pracowałam, byłam na utrzymani męża.
Nic ciekawego, pieniądze dostawałam tylko na rachunki i jedzenie.
Byłam młodą kobietą w dziewiątym miesiącu ciąży, miałam swoje potrzeby, niestety w tym czasie nie osiągalne
Znowu nie miałam na nowe ubrania, wracały wspomnienia z dzieciństwa
-kiedyś  jako dziecko pocięłam rajstopy, które miałam po starszej siostrze, żeby dostać nowe.
Teraz nic nie cięłam, po prostu siedziałam cicho, obrałam sobie taką taktykę.
Jak nie umiem z czymś sobie poradzić milczę.

Ciąża bardzo mnie zmieniła, zbrzydłam tak że nieraz się nie poznawałam na zdjęciu.
Jak to mówią, dziewczynka odbiera matce urodę , tak właśnie było w moim przypadku.
To miała być córeczka, tak jak chciałam.
Przytyłam prawie trzydzieści kilo, przy moim wzroście 164 cm, było to bardzo dużo, kulałam się.
Maciej nieraz żartował z mojego wyglądu,mówił jak można aż tak wypinać brzuch.
Kolejny żart gówno watr...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz