poniedziałek, 10 lutego 2014

Urywki z dzieciństwa II


To była zima….
Znowu zima!
Wszystko, co pamiętam kojarzy mi się z chłodem!
Czy to mój wewnętrzny strach i lęk. 
Czy ja boję się ciepła ?
Dlaczego czułam to mając już pięć lat?!
Moja siostra Ewa i ja chodziłyśmy do tego samego przedszkola.
Pewnego dnia po drzemce poobiedniej, Ewa wpadła na świetny pomysł. 
Odebrała mnie z przedszkola mówiąc pani, że “tak mama kazała”…
Zabrała mnie na górkę i zjeżdżałyśmy na znalezionych po drodze workach na śmieci i reklamówkach.
Była świetna zabawa, śnieżki, śmiech…
Byłam dumna, że mam taką fajną siostrę, czułam się bezpieczna.
Przecież jest starsza, opiekuje się mną!
Tak wtedy myślałam. Tylko my i zabawa.
Przerażenie przyszło, gdy usłyszałam rodzicóww. Wołali nas i błądzili...
Straszne uczucie.
Gdy zobaczyłam mamę z bliska, było mi tak przykro, jak tylko może być przykro pięcioletniemu dziecku.   
Znów pomyślałam, że to moja wina, że to wszystko przeze mnie.
Mamo, nie płacz! 
Ja nie chciałam!!!
Przytulała mnie i płakała. Krzyczała i się cieszyła. 
Jej uczucia były sprzeczne, jak to u matki, ale kamień spadł jej z serca. 
Kamień ten uderzył w nas rykoszetem później.
Pewnie była kara, nie pamiętam. Zawsze dostawałyśmy lanie albo kary.

Przedszkole, zerówka, koniec beztroski.

Dostałam album na zdjęcia z okazji zakończenia przedszkola.
Taki szary, brzydki. Mam go do dziś ze wszystkimi zdjęciami, jakie wtedy do niego wkleiłam. 
Cieszyłam się, bo to był MÓJ album…

Wakacje pewnie jak każde. Jeździliśmy z rodzicami nad morze.
Zawsze w to samo miejsce, do Kołobrzegu.
Było plaża, piach, słońce…
Pamiętam, że każdego roku z tatą zbieraliśmy ślimaki. Nie wiem po co… 
Zawsze miałam ich najwięcej.
Wtedy byłam szczęśliwa, bezpieczna.
Tata uczył mnie pływać, a mama bała się wejść do wody głębiej, niż do kostek.
Śmiałam się z niej, ale i cieszyłam, że taka jestem malutka, a się nie boję.

Przyjemnie tak czasem wrócić  wspomnieniami do lat dzieciństwa.

Ja, Maryśka, drobna istotka z dużymi okularami (może nie były aż tak ogromne, na jakie na mnie wyglądały).
Cienkie blond włoski upięte w mysi ogonek…
Byłam w gruncie rzeczy szczęśliwym i kochanym dzieckiem…

Zaczęła się szkoła, pierwsza klasa, nowe obowiązki i nauka.
W sumie, to niewiele pamiętam z pierwszych dni pierwszoklasisty.
Pewnie byłam przerażona.
Nowe dzieci…
Nauczyciel wydawał się miły, ja siedziałam cichutko i milczałam, słuchałam.
Mam takie zdjęcie z pierwszej klasy, trochę śmieszne.
Taka mała chudzinka w fartuszku szkolnym z białym kołnierzykiem uśmiecha się do obiektywu.
Pewnie tak kazali…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz