Dwadzieścia lat z alkoholikiem, potrafi utemperować człowieka niezależnie jak silnego i wytrzymałego. Wieczne rozczarowanie, któremu towarzyszy nadzieja na nowe jutro .Opowiadając te historię, chce stanąć na wysokości zadania i sprostać przeszłości, która dogania mnie coraz większymi krokami. Mam ten etap już za sobą ,ale czy na pewno?
wtorek, 11 lutego 2014
Urywki z dorastania
Zawsze robiłam to, co mi kazano.
Szkoła podstawowa...
Mijały dni, miesiące.
Rosłam w przekonaniu, że nie nadaję się do niczego.
Dlaczego?
Perzcież w domu miałam kochających rodziców i babcię, która zawsze była obok, pocieszyła, przytuliła.
Babcia była moją ostoją i opoką.
Babcia i opowiadane przez nią historyjki z czasów jej dzieciństwa. Teraz ma przeszło dziewięćdziesiąt lat. Z tamtych czasów pamięta zadziwiająco dużo.
Przy niej byłam bezpieczna, byłam w domu. Kocham Ją.
Z drobnej, małej dziewczynki stawałam się kobietą..
Wizualnie się zmieniałam, urosły mi piersi, a to było chyba najważniejsze dla dziewczynki w moim wieku.
Jakaż to była radość, kiedy dostałam pierwszy biustonosz,oczywiście po starszej siostrze, ale to był drobiazg. Był mój pierwszy i tylko mój!
Koniec ósmej klasy, komers, sprzeczne uczucia.
Radość i lęk...
Co, jeśli żaden chłopak ze mną nie zatańczy?
Co, jeśli inne dziewczyny będą tańczyć i się bawić, a ja nie?!
Ubrałam się w krótką, różową spódniczkę i białą bluzkę, buty oczywiście na obcasie, tzw. czółenka. Szłam dumna i szczęśliwa. Boże, jak chciałam już tam być, bawić się i tańczyć!
Tak właśnie było, zabawa się udała, chociaż zatańczyłam tylko jeden raz z chłopakiem z innej klasy.
Ale to wystarczyło. Niektóre dziewczyny w ogóle nie tańczyły.
Ogarnęła mnie radość, nie byłam na szarym końcu, ktoś mnie wybrał, poprosił do tańca!
To było chwilowe uczucie, ale pamiętam je do dziś.
JA mała, zakompleksiona Maryśka, byłam szczęśliwa.
Tak zapamiętałam ostatni dzień szkoły podstawowej.
Potem świadectwo, wolność i wakacje. Należały mi się, po raz pierwszy tak uważałam.
Minęły dwa miesiące i znowu do szkoły. W sumie wybrali ją rodzice, namawiali mnie i tak wyszło. Szkoła zawodowa o profilu piekarz-ciastkarz. Masakra! Ale wstyd...
Jak mnie będą odbierać, czy mnie polubią, zaakceptują?
Tak się bałam nowego otoczenia. Co mam powiedzieć, jak się zachować?
Całą drogę myślałam, chcąc ułożyć scenariusz, który odegrm.
Znowu nowa sytuacja, nowi ludzie...
Wszystko, co nowe budziło we mnie paniczny wręcz lęk.
Pamiętam tylko apel na szkolnym boisku i upał jaki wtedy był.
Zaczęła się nauka, praktyki i faceci.
Ku mojemu zdziwieniu, byłam najładniejszą dziewczyną w klasie. Ależ to było miłe uczucie, zupełnie inne od tego, do którego przywykłam. Byłam super!
Lubiano mnie i akceptowano i nauka mi szła jak po maśle.
Pozornie zwykła szkoła, wniosła bardzo dużo do mojego zwykłego życia.
Maryska, jednak nie jesteś do niczego!
Uczucie to przebijało się czasami, ale i tak w to nie wierzyłam.
Wracałam do domu i byłam bezpieczna, tak jak w dzieciństwie.
Majac 16-17 lat, jezdziłam na wieś, gdzie mieszkała moja druga babcia.
Tam poznałam chłopaka na dyskotece. Mając tak niską samoocenę, jedynym miejscem gdzie czułam się wartościową osobą była wieś. Tam byłam kimś, byłam miastowa.
Pamiętam, jak kiedyś ten chłopak do mnie przyjechał. Wyszłam na korytarz, byłam zdziwiona i zdezorientowana. Jak to?! Skąd on wie gdzie mieszkam?
Nie wpuściłam go do domu, wstydziłam się. Stałam z chłopakiem na korytarzu i milczałam. Bałam się odezwać, bałam się zbłaźnić.
Spotykaliśmy się później, powoli się otwierałam, potrafiłam z nim rozmawiać, śmiać się...
To jednak nie zmieniło mojej samooceny.
Nadal czułam się małą, gupią myszką.
Wstyd, to uczucie towarzyszyło mi, jak cień. Przyssało się do mnie i nie puszczało.
Jego znajomi pytali, czy ja potrafię mówić?
Nigdy się nie odzywałam. Przecież to obce osoby, co sobie pomyślą?
Przecież ja jestem mała, biedna, brzydka!
Wieczny strach co inni pomysła...
Był jeszcze jeden chłopak. To była moja PIERWSZA MIŁOŚĆ.
Też był ze wsi (śmieszne mi się to teraz wydaje).
W tym związku byłam tą samą małą, zakompleksioną istotką .
Skończyłam szkołę, zaczęłam pracę w hotelu.
To był naprawdę piękny czas w życiu, cudowne, niezapomniane chwile...
W tamtym czasie właśnie poznałam przyszłego męża, Macka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz