poniedziałek, 10 lutego 2014

"Urywki z dzieciństwa" I


Strach, gniew, odrzucenie, płacz, walka...
Czasami śmiech i chwile radości.
Miłość, troska, życie za wszystkich i wiele innych uczuć.
Brak poczucia własnej wartości i własnego JA.
Gdzie ja w tym całym życiu? W bagnie, jakie sobie zgotowałam, podejmując różne decyzje?
O ile pamiętam...


Nie pamiętam, jak się urodziłam. Jak i większość.
Wiem z opowiadań, że to był czwartek. Rodzice nie mieli dla mnie nawet wybranego imienia.
Jestem ich drugą córką, bardzo się cieszyli, chociaż tata pewnie liczył na syna, nigdy mi tego nie dano odczuć.
Mam na imię Maryśka.
Zostałam tak nazwana przez mojego Ojca Chrzestnego, brata mamy.
Przyszedł do szpitala i zawołał: "Pokażcie mi tą Maryśkę!".
I tak zostało.

Jak przystało na Maryśkę, jako noworodek byłam krzykliwa i pewnie dlatego nie mam nawet zdjęć z tego okresu.
Wiem tylko, że miałam czarne włosy i że moja starsza siostra Ewa, bardzo mnie nie lubiła, ponieważ zabierałam jej wszystko, jej łóżeczko, wózek, mamę, tatę - całą uwagę.
Robiła mi różne psikusy. Wrzucała na przykład do łóżeczka węgiel, łopatki do pieca, wkładała palce do oczu.
Wszystko, co można wymyślić, mając piętnaście miesięcy.

Pierwszy obrazek, w jakim pamiętam siebie, jako dziecko to wiek  około roczku.
Ciemne włoski do ramion, pyzate policzki i uśmiech na buzi. To jest moje ulubione zdjęcie, a mój ukochany miś obok.
To tyle z okresu do trzech lat.

Pamięcią sięgam do przedszkola, ale to tylko migawki, slajdy.
Pamiętam zimę, dużo śniegu i ja z siostrą. Czerwone futerka z dużymi pomponami do wiązania pod szyją.
Jedziemy do przedszkola na sankach, mam ciągnie je za sznurek, a ja trzymam się starszej siostry, jestem bezpieczna.
Jedziemy z górki, mam sprawdza co chwilę, czy jesteśmy obie. Martwi się i pilnuje.
Kojarzę ją, jako konia. Ciągnie nas w ciężkich warunkach, śnieg do kolan. My, dwie kulki opatulone tak, że widać tylko oczy.
Nagle jeden wagonik z tej kolejki się wypina, to ja. Wpadam do rowu, mama jedzie dalej. Pewnie przez warunki i śnieg nie poczuła, że się wykoleiłam.
Nie pamiętam, co wtedy czułam, czy się bałam. Nic!
Po chwili mama wróciła, wyciągnęła mnie.
- Co ty robisz dziecko?! - mówi.
Czyli to moja wina?!
Przytula mnie, uśmiecha się i sadza z powrotem na sanki. Ja się cieszę, znów jestem wagonikiem.
Kocham moją mamę bardzo...

Przedszkole pamiętam dzięki jeszcze jednej historii opowiadanej często, więc do końca nie wiem, czy to moje wspomnienie.
Dlaczego tak mało pamiętam z tych lat?!
Pamiętam mamę, tatę i babcię (mamę taty). Babcia mieszkała z nami od zawsze.
To są najbliższe mi osoby i jeszcze oczywiście siostra.
Pojawiła się jeszcze druga siostra, ale to już zupełnie inna historia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz