Moja najbliższa rodzina znała i lubiła Maćka.
Mama pracowała w tym samym hotelu i pomieszkiwała w nim czasami, przeważnie w wakacje.
Wtedy przyjeżdżał również tata z moją o piętnaście lat młodszą, drugą siostrą Marzeną.
Moja młodsza siostrzyczka... Dawałam jej wszystko co chciała.
- Mamo zaręczyłam się - oznajmiłam.
- No w końcu by wypadało, bo jak to wygląda? - Usłyszałam. - Tyle czasu jesteście razem i mieszkacie ze sobą, tak nie wypada dziecko. Co inni pomyślą?!
Teraz wiem, dlaczego nie umiałam się wycofać.
Mama ucieszyła się z tej wiadomości.
Bardzo jej się podobał mój chłopak.
Zawsze najbardziej obawiałam się mamy i jej reakcji. Była rozwrzeszczana, ale nie szkodliwa.
Tata, jak zawsze neutralny, nigdy się nie wtrącał. Przyjmował życie, takim jakie jest.
Szczęśliwy człowiek...
Kocha mnie, lecz nigdy tego nie usłyszałam.
Teraz wiem, że nie potrzebowałam słyszeć, ja o tym wiedziałam.
Nie bałam się reakcji taty.
Ze starszą siostrą Ewą, nie miałam zbytniego kontaktu w tym okresie.
Wiem tylko że miała chłopaka, który teraz jest jej mężem.
Rzadko bywałam w domu, więc nie byłam na bieżąco z tym co się u niej działało.
Ewa zaakceptowała Maćka.
Babcia, najbliższa mojemu sercu.
To ona zawsze mnie wysłuchiwała i pocieszała, kiedy płakałam, kiedy się śmiałam.
Zawsze na posterunku...
Nawet kiedy sprawiałam jej przykrość przytulała i wybaczała.
Wspomnienia tak żywe, jakby to było dziś.
Leżę na łóżku, babcia mnie głaszcze po stopach i opowiada historyjki ze swojego dzieciństwa.
Do dziś tak robi, na ile zdrowie pozwala.
Kocham ją.
Maćkiem, była zachwycona. " ale Maciuś", tak go nazywała.
- Bylebyś była szczęśliwa Marysiu - mówiła. - Pamiętaj, z ładnej miski sobie nie pojesz.
Wyryło mi się to zdanie w pamięci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz