środa, 19 lutego 2014

Dwa plus jeden II




Dzień jak co dzień, Paulinka miała już dwa miesiące rosła była zdrowa, kochałam ją tak bardzo.

Karmiłam ją piersią i kiedy tak patrzyła na mnie, mówiłam do niej, mówiłam że będzie szczęśliwa i kochana, przez wszystkich.
Nie dam cię nigdy skrzywdzić, obiecałam.
Łezka mi się zakręciła w oku, była taka malutka i bezbronna i już dostała drugą szanse życia.
Ucałowałam ją i położyłam do łóżeczka.

Pora kąpieli, bardzo to lubiła, była wtedy taka spokojna uśmiechała się. Mama kazała mi naciągać jej nosek bo miała taki zadarty, mówiła trzy razy, od góry noska na dól, przy każdej kąpieli, nie zadziałało.
Kolejny zabobon, teściowa kazała mi zbierać pieluchy z balkonu przed zachodem słońca, zabawne każdy mi coś kazał, ryb tak albo tak pewnie się słuchałam nie umiałam powiedzieć nie.

Wrócił z pracy mój mąż, znowu był wypity, własnie kąpałam Paulinkę.
Usiadł i patrzył, cieszył się, pierwszy raz widziałam że naprawdę kocha to dziecko, dlaczego tylko pod wpływem alkoholu potrafił to okazać.
Zdią koszulę, wziął Paulinkę i położył sobie na brzuchu, przytulił ją i tak leżeli.

Nakarmiłam ją i położyłam do łóżeczka, poszliśmy spać.
Nagle wyrwało mnie z łóżka i zdążyłam obrócić córkę na bok. gdy ona obrzygała ścianę na przeciwko, jak na egzorcyzmach.
Maciej obudził się dopiero jak mała zaczęła płakać, co się stało? opowiedziałam mu wszystko. Zapytał tylko, skąd wiedziałaś, przecież nic nie był słychać.
Zastanawiałam się, nie wiem po prostu wyczułam.

Trzeba małą ochrzcić, tak tradycja nakazuje i mama.
Robiłam wszystko jak trzeba.
Załatwiałam kościół, nie miałam problemów mimo tego że mieliśmy tylko ślub cywilny a Maciej nie miał nawet bierzmowania.
Ustaliłam termin, zaprosiłam gości, ale nie miałam matki chrzestnej dla Paulinki.
Miała nią być moja kuzynka, ale miała już za dużo chrześniaków i ksiądz się nie zgodził

Poprosiłam Rzepichę ale oczywiście odmówiła, wymyślając jakieś głupie wymówki, po prostu nie chciała, ponoć dziecku się nie odmawia, nie w jej przypadku.

Zostałam z ręką w nocniku jak to mówią. No i co teraz?

W końcu się udało na szybko moja siostra i jej przyszły mąż zostali chrzestnymi dla mojej córki.
Zjechali się wszyscy do nas do domu, szliśmy do kościoła, i coś co mi utkwiło w pamięci, to jak Maciej zapytał czy on tez musi iść bo ma traumę od dzieciństwa. Tak musisz!
Jak można było w ogóle zadać takie pytanie !
Przecież to jego dziecko będzie chrzczone.
Wróciliśmy z kościoła, obiad, ciasto kawa, standard.
Był też alkohol, ale to chyba normalne na takich spotkaniach.
Oczywiście Rzepicha była cały dzień w domu i czuła się jak gość, którego nie zaprosiłam.

Z tym wszystkim zawsze byłam sama, pomagała mi tylko mama, dzwoniłam do niej, za każdym razem jak coś się działo, czułam się bezpieczna, tak jak za dziecka, nieraz bawiliśmy się na podwórku z chłopakami, przezywaliśmy się, ale jak za bardzo się rozkręciłam chcieli mnie bić, straszyli mnie tak przynajmniej.
Uciekałam szybko pod okna i wołałam mamę i to wystarczyło, teraz oni uciekali.

Czy sama odtrącałam swojego męża?
Czy było mu tak po prostu wygodniej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz